Ani jednej zmarszczki

Dziś po latach znów weszła na strych. Tam pod tumanem kurzu stary kredens wuja wciąż czekał, by otworzyła jego szuflady. Wysypały się wspomnienia...

 

tekst: Julia Dwornik

zdjęcie: Przemysław Ornicz, Julia Dwornik

 

 

1949

W tym roku maturę w I Państwowym Gimnazjum i Liceum Męskim im. Józefa Piłsudskiego w Bielsku zdało nas 63. Biorąc pod uwagę minione wydarzenia, można to uznać za niemały sukces. Naukę zaczęliśmy w 1938 roku w trzech klasach: humanistycznej, przyrodniczej i matematyczno-fizycznej jako ostatni rocznik trybu 4-letniego gimnazjum i 2-letniego liceum. Staliśmy się dumnymi uczniami szkoły, która powstała jako manifest polskości na silnie zgermanizowanym terenie tuż po zakończeniu wojny o Śląsk Cieszyński,  a w 1929 roku zajęła najokazalszy budynek w okolicy przy ulicy Parkowej (dziś Lubertowicza) zaprojektowany specjalnie dla niej przez najlepszych architektów regionu. Inicjatywa ta spotkała się z dużą nieprzychylnością władz niemieckich, jednak mimo to starała się prężnie rozwijać. Dzięki temu mogliśmy korzystać z nowoczesnego kompleksu sportowego z basenem i siłownią, obserwatorium astronomicznego czy fakultetu społeczno-prawnego. Działaliśmy także w kole miłośników języka greckiego, szermierki oraz dwóch szkolnych orkiestrach: dętej i smyczkowej. Niestety, wybuchła wojna i musieliśmy przerwać edukację. Wielu naszych kolegów i profesorów zginęło w walce o Polskę, a budynek szkoły Wermacht przekształcił w szpital wojskowy. Był to dla nas bardzo trudny czas. Po zakończeniu działań zbrojnych podjęliśmy próbę odtworzenia dawnej świetności szkoły. Odzyskaliśmy dostęp do gmachu, który również niemało w czasie wojny wycierpiał i razem z profesorami przez kilka tygodni porządkowaliśmy klasy, by znów służyły nam jak kiedyś. W holu przy głównym wejściu umieściliśmy tablicę, która ku pamięci przyszłych pokoleń uwieczniła nazwiska poległych w wojnie kolegów i nauczycieli. W tamtym czasie nie mieliśmy też dostępu do żadnych pomocy naukowych. Zeszyty robiliśmy samodzielnie z poniemieckich formularzy, a godziny lekcyjne odmierzały budziki stawiane na biurkach przez profesorów. Klasy tworzone były bez większej rekrutacji. Niektórzy po wojnie nie mieli skończonej nawet szkoły powszechnej. To zmusiło nas do obrania przyśpieszonego trybu nauki i tym sposobem w niecałe 5 lat zaliczyliśmy szkołę powszechną, gimnazjum i liceum. Wymagało to od nas znacznego wysiłku. Na dodatek niektórzy uczniowie mieszkali poza miastem, więc musieli dojeżdżać do szkoły rowerami lub w tzw. towozach, czyli pociągach towarowych przekształconych w pasażerskie. Byli też tacy, którzy codziennie pokonywali te kilometry pieszo. Jednak zawsze mogliśmy liczyć na pomoc i dobrą radę naszych szanownych profesorów. Lekcje wielu z nich z pewnością zapamiętamy na zawsze. Tak jak np. fizykę z prof. Stanisławem Sułkiem i tę ciszę zapadającą wśród nas, gdy tylko otwierał swój notatnik do pytania. Albo obserwacje w terenie u prof. Włodzimierza Woźniczaka, z których potem redagowaliśmy czasopismo "Młody Przyrodnik". Osobliwe były też metody wychowawcze niektórych naszych belfrów. Mowa tu szczególnie o rękawicach bokserskich przynoszonych często przez prof. Czarneckiego, bo przecież "spory trzeba załatwiać honorowo, do pierwszej krwi". A nade wszystko w sercach zostaną nam chwile z lekcji prof. Zygmunta Lubertowicza.

 

"Często na lekcjach języka polskiego prosiliśmy naszego kochanego profesora, by przerwał ciekawy przecież wykład i sięgnął do swego wysłużonego kajecika, w których zapisywał przy płonącej watrze wiersze. Zawsze dał się uprosić! A my słuchaliśmy z zapartym tchem. Chyba do tej pory nie zorientował się, że zerżnąłem od Mariana Wolaka dużo wypracowań i zawsze do nowego zeszytu, bo stałego nigdy nie prowadziłem."

 

 

1999

Ten nasz trzeci już zjazd koleżeński był najważniejszym z dotychczasowych. Bowiem nie tylko obchodzimy w tym roku 50-lecie matury, ale okrągłą 80-tkę ma także nasza szkoła - obecnie I Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika przy ulicy prof. Lubertowicza 1. Że też nasz mistrz doczekał się własnej ulicy! Przez tyle lat naprawdę wiele się tutaj zmieniło. Obecnie liceum tworzy 850 uczniów pod kierunkiem 61 wykwalifikowanych nauczycieli, a budynek ciągle uchodzi za jeden najpiękniejszych gmachów szkolnych w Polsce. Kopernik to także pierwsza szkoła w województwie bielskim posiadająca skomputeryzowaną bibliotekę i dwie pracownie multimedialne z dostępem do sieci INTERNET.

        

 Pojawiły się też nowe inicjatywy, takie jak coroczna Giełda Minerałów i Skamieniałości czy popisy - święto uczniów, podczas którego klasy rywalizują ze sobą, przedstawiając skecze na zadany temat . Wciąż świetnie ma się orkiestra szkolna, jednak większość inspirujących kół zainteresowań, które pamiętamy, została w przeszłości wraz z ludźmi, którzy je tworzyli. Kilkunastu naszych kolegów rocznikowych, jak to ładnie powiedział Kazik, już "osiągnęło ten drugi wiek poborowy". Wielu też wyjechało z rodzinnego miasta i nie mogło dotrzeć na ten jubileuszowy zjazd. Spotkało się nas zaledwie 29. Cieszymy się jednak niezmiernie, że swoją obecnością zaszczycił nas prof. Karol Pieczka, nauczyciel biologii. Wspaniale było spotkać się z nim po tylu latach i choćby spróbować opowiedzieć całe dotychczasowe życie. Z okazji 50-lecia matury wydaliśmy także skromną księgę pamiątkową zawierającą życiorysy niektórych  profesorów i nasze. Założyliśmy również fundusz opieki nad grobami naszych belfrów.

Myślę, że śmiało możemy nazwać się wyjątkowym rocznikiem. Wyrosło z nas 9 profesorów, 6 doktorów, 31 magistrów w tym 12 inżynierów i 10 lekarzy, a także 3 księży w tym 1 na wysokim stanowisku. Mamy w swoim gronie innowatora technologii rolniczych, twórcę planów rekonstrukcji kopalni w Iranie i Algierii, wykładowców uczelni medycznych i politechnik, działaczy Polskiej Akademii Nauk, dyrektora stacji sanitarno-epidemiologicznej, a nawet tłumacza przysięgłego języka niemieckiego.


Przytoczę tutaj słowa Gienka Wiśniowskiego, które wygłosił na rozpoczęcie naszego jubileuszowego zjazdu koleżeńskiego. Zadbaliśmy o to, by zostały one uwiecznione i każdy z obecnych otrzymał kopię przemówienia na pamiątkę:

 

"Kochane Karakony! Tak powiedziałby do nas zapewne profesor Lubertowicz. Minęło 50 lat od czasu, kiedy uznano nas za dojrzałych, wręczając nam
w dowód tego świadectwa maturalne. Przez tyle lat czasy zmieniały nas, ale
i my zmienialiśmy czasy, choćby w jakimś niewielkim stopniu. Czy na lepsze? Chyba tak, mimo wszelkich burz i zawirowań."

 

2019

Rok 2019 jest szczególny dla bielskiego Kopernika. Trwają bowiem przygotowania do obchodów jubileuszu 100-lecia istnienia szkoły. Od pewnego czasu do liceum spływają różne pamiątki pochodzące z archiwów prywatnych absolwentów. Wśród nich znalazło się także coś niezwykłego. Pewna kobieta przyniosła do biblioteki kilkanaście papierowych teczek, tłumacząc, że odkryła je w rzeczach swojego wuja. Była to dokumentacja zjazdów koleżeńskich maturzystów z roku 1949, niezwykle drobiazgowo sporządzona przez byłego dyrektora Liceum im. Żeromskiego, Zbigniewa Mykietyna.

Każda z teczek została opisana rokiem, w którym odbywały się kolejne zjazdy i ozdobiona dedykowaną pieczątką.

Wewnątrz znajdowały się listy absolwentów wraz z ich adresami i zawodami, świadectwa z niefunkcjonującymi już nazwami przedmiotów jak np. ćwiczenia cielesne czy propedeutyka filozofii, a także wiele pojedynczych świstków, do których wówczas pan Zbigniew nie przywiązywał pewnie większej uwagi. A dziś, po latach, możemy cieszyć się oglądając np. ćwierćwiekową prośbę do zakładu LENKO o wypożyczenie autokaru,

jadłospis obiadu, który odbył się w nieistniejącym już "Ondraszku" podczas pierwszego zjazdu w 1984 roku czy prywatne listy zachwycające kaligrafią (oczywiście wszystkie z przyszytą kopertą i znaczkiem) , które stały się podstawą tego tekstu.  Panowie nie tylko wspominali w nich dawne czasy, ale także podawali szukane adresy absolwentów, informowali o śmierci niektórych, a nawet prosili, by podczas zjazdu umieszczono ich w pokoju hotelowym z danym kolegą, bo w szkole siedzieli razem w ławce, ale ich życie tak się potoczyło, że od matury nie udało im się spotkać. Wśród stosów bezobrazkowych dokumentów kryły się także perełki. Nieśmiało rogi wystawiały pocztówki z PRL-owskiego Bielska, pamiątkowa publikacja z okazji 80-lecia liceum, ulotki reklamowe Kopernika z lat 90, wycinki z gazet dotyczącego tego wyjątkowego rocznika, a także wspomniana już księga pamiątkowa.

Zadziwia mnie przede wszystkim dbałość pana Mykietyna o każdy szczegół tej nostalgicznej podróży w miniony wiek. Jednak wbrew pozorom to wszystko trwa nadal. Może już teraz ktoś uwiecznia nas w swoich teczkach? Może za dziesiątki lat, gdy gazety będą już o nas pisały, spotkamy się znów w tym mieście młodości? Jedno jest pewne. Liceum Kopernika zastaniemy w tym samym miejscu, choć, jak pokazuje historia, niekoniecznie pod tym samym adresem.


Tekst został opublikowany w #10 magazynie redakcjaBB w sierpniu 2019 roku.

Aktualności według kategorii